ZAKOPAĆ ziarenko...

Kategoria: Ogrody
Opublikowano: czwartek, 01, listopad 2012 19:23

   Zdążyliśmy przed pierwszymi przymrozkami zerwać wszystkie jabłka i poukładać w piwniczce :)

Dziś akurat jest 1 XI Święto Wszystkich Świętych i prawie wszystkich żyjących aktualnie ludków nachodzą REFLEKSJE...

 

Ja też, patrząc dziś na naszą wiejską procesję na cmentarz

- położony urokliwie na górce nachylonej w stronę kościoła,

a w dalszej perspektywie - w stronę malowniczego jeziora - zadumałam się głęboko...

Wokół grobów stały licznie rodziny tych, którzy już odeszli, których doczesne szczątki spoczywają pod ziemią.

To wyglądało niesamowicie - tak jakby właśnie powstali ci, którzy spoczywają,

jakby już stało się to, czego się spodziewamy...

Tak wiele w tym obrazie NADZIEI i wiary w to, że tak jak my - nie godzimy się na śmierć najbliższych

- tak Bóg nie godzi się

na żadną śmierć i z "grobów nas wydobędzie" jak obiecał.

Tęsknota takiego tłumu, stojącego nad grobami najbliższych, nie może nie być  zaspokojona....

Wspominam zmarłych krewnych, przyjaciół, nauczycieli, profesorów, bohaterów narodowych,

poległych w obronie ojczyzny.

Oni żyją w mojej pamięci, miłości, tęsknocie, wdzięczności, więc tym samym nie całkiem umarli...

a RESZTY dokona BÓG...

 

 

Przy okazji tych rozważań przypomniałam sobie historię mojej jabłonki - wyhodowanej z pestki.

Było to w ponurych latach "stanu wojennego"

Wynajmowaliśmy wtedy mieszkanie w Gdańsku od rodziny, która miała pod Gdańskiem wielki sad i szklarnie.

Pewnej jesieni dostaliśmy od nich pękate siaty wspaniałych jabłek.

Były tak pyszne, że myślałam - takich już nigdy nie będę jadła - tym bardziej  iż wydawało mi się,

że "świat się kończy"...

Z okna mojej pracowni widziałam w dali dźwigi Stoczni Gdańskiej, które zwykle się poruszały

- teraz stały nieruchomo.

Znowu odbywały się jakieś protesty, strajki. W sklepach długie kolejki, puste półki, wielka niepewność jutra.

Byłam bardzo zmęczona tą niepewnością, trudami dnia codziennego, ciągle chorowałam,

prawie utraciłam nadzieję, że będzie kiedyś lepiej.

Myślałam wtedy - Panie Boże, jaki to ma sens?

Po co zakładać rodziny, mieć dzieci w takich czasach?

I wtedy błysnęło mi w środku takie natchnienie:

Właśnie kończyłam jeść ostatnie jabłko z naszych podarowanych, pełnych siatek,

myśląc ze smutkiem że nawet one się wyczerpały,

gdy jakby w sercu "usłyszałam"

"Zasadź ziarenko z tego ostatniego jabłka.

Kiedy wyrośnie z niego jabłoń i ona wyda owoce - zmieni się wszystko na lepsze"

Ponieważ mieszkaliśmy wtedy na 4 piętrze a nasza działka budowlana na Kaszubach była daleko -

- wcisnęłam ziarenko jabłkowe do doniczki z kaktusem i w ferworze życia codziennego zapomniałam o nim.

Ono jednak nie zapomniało o swojej POWINNOŚCI i po jakimś czasie wykiełkowało i WZESZŁO!

Początkowo myślałam że to jakiś chwast wsiał się do doniczki i chciałam go wyrwać,

ale na czas przypomniałam sobie, że to może być TO!

Siewka chyba 2 lata rosła u nas w mieszkaniu, aż odważyłam się zasadzić ją w pobliżu budującego się domu,

od strony okna w kuchni, bym mogła patrzeć na nie stojąc przy zlewie...  

Myślałam jednak, że przecież ja tego się nie doczekam! nie DOŻYJĘ!

DOŻYŁAM!

Jabłoń rodzi owoce - piękne, pyszne, czerwone z czerwonym nalotem do środka.

Mikołaja, który siedzi na niej i zrywa owoce nie było na świecie, gdy zakopywałam w doniczce ziarenko...

Czasy się zmieniły, są łaskawsze, powstał nasz dom, budowany od zera, w dużym stopniu własnoręcznie.

Właściciele sadu, od których dostaliśmy wtedy jabłka - zamienili swe sady na osiedle mieszkaniowe,

stali się deweloperami i kiedyś odwiedzili nas w naszym domu na wsi.

Gdy opowiedziałam im historię z jabłonką - mieli łzy w oczach - oglądali drzewko ze wszystkich stron,

próbowali owoców, bardzo byli wzruszeni... ( ich sad został wycięty i w tym miejscu stoją domy)

 

Ta historia uczy mnie wielu Bożych Mądrości:

- Czasy mogą się bardzo zmienić

- Nie należy tracić nadziei

- nawet w "stanie wojennym" można zacząć budowę domu

- Bóg ma dla mnie najlepsze plany i można Mu zaufać do końca

- Niektóre owoce pojawiają się po wielu, wielu latach i trzeba być cierpliwym

- Współdziałanie z Bożą Wolą, Jego natchnieniami, jest zawsze owocne i daje ogromną RADOŚĆ

- Trzeba mieć otwarte oczy na prawdziwe CUDA - takie jak ten,

że z maleńkiego ziarenka zakopanego w ziemi,

może wyrosnąć wspaniałe, owocujące drzewo...

 

Pozdrawiam serdecznie

wszystkich moich Miłych Gości z Krainy www :)

 

Kiara zakopująca ziarenka,

które tylko pozornie obumierają...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .